Gorące tematy: Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
151 postów 176 komentarzy

MIKSA

Miksa - Przyszłość należy do tych, co mają ideę, wiarę w nią i zdolność poświęcenia - Roman Dmowski

Proniemieccy Ślązacy chcą iść w ślady Katalonii

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

Zwiedzałem sobie ostatnio Śląsk, głównie pod kątem miejsc związanych z Powstaniami Śląskimi.

Jednym z miejsc pozwalających lepiej zrozumieć śląskie realia jest bez wątpienia wizyta na terenie zabytkowego osiedla Nikiszowiec znajdującego się na terenie Katowic. W trakcie zwiedzania okazało się, że w tym samym czasie kręcony jest tam film o udziale dzieci i młodzieży w Powstaniach Śląskich. Spotkać więc było można młodzież ubraną w stroje z epoki z karabinami. Nagle do grupy młodzieży grającej w filmie podbiegł mężczyzna w średnim wieku w podkoszulku z napisem: Jo je Slonzok,który zaczął krzyczeć i gestykulować. Okazało się, że nie podoba mu się przesłanie kręconego filmu, bo jak stwierdził żadnego udziału młodzieży i dzieci w powstaniach nie było. Stwierdziło ponadto z ironią w głosie, że byłby to wstyd dla Polski, żeby młodzież i dzieci musiały walczyć za polską sprawę. Na tym jednak nie poprzestał, zaczął bowiem uświadamiać zebranych, że nie było też żadnej obrony wieży spadochronowej w Katowicach przez polskich harcerzy. Nie ukrywam, że byłem zaskoczony całą tą sytuacją. Nie spodziewałem się, że w sto lat po powstaniach i osiemdziesiąt po wybuchu II wojny światowej, na terenie polskiego Śląska, który tyle ucierpiał z rąk niemieckich, ktoś sobie pozwoli na publiczną agresywną retorykę. To co rzuca się w oczy na terenie osiedla Nikiszowiec, to brak jakichkolwiek elementów podkreślających polskość tego miejsca, natomiast w oknach dostrzegłem małe śląskie flagi oraz trzy duże na jednym z budynków.
 
Całą tę sytuację opisałem na Facebooku i bardzo szybko jeden z moich internetowych znajomych wskazał mi kim jest człowiek, który głosił takie herezje. Na Facebooku przedstawia się jako Peter Langer członek grupy Slonsko Ferajna. W ostatnich wyborach Langer popierał obiegającego się o mandat z list Koalicji Obywatelskiej (czytaj: Platforma z przystawkami) Marka Plurę, który został senatorem. Marek Plura jak na reprezentanta polskiej partii darzonej szczególną estymą w Berlinie ochoczo bierze udział we wszelkich imprezach organizowanych przez śląskich separatystów. Slonsko Ferajna podobnie jak Langer, nie ukrywa swojej niechęci do Polski i wszystkiego co polskie, za to bardzo chętnie poza językiem śląskim, korzysta i propaguje zarówno język niemiecki, jak i niemiecką kulturę. W sieci wrzucane są zdjęcia z typowo niemieckich imprez, na których oprócz flagi w brawach Śląska jest zarówno flaga współczesnych Niemiec, jak i flaga Prus. Langer umieścił też koszulkę z napisem: Stop spolszczaniu śląskich dzieci oraz grafikę z napisem tej samej treści, na której polski orzeł trzyma w szponach dzieci. To profanacja godła państwowego, ale jak widać nikomu to nie przeszkadza.
 
Dla Langera i jemu podobnych Korfanty, to żaden bohater, bo zrobił powstanie, które skłóciło Ślązaków. Wystawa Ślązacy w Wermachcie czy kibicowanie niemieckiej drużynie piłki nożnej, to naturalne zainteresowania Petera. Jeśli myśli o Śląsku, to przede wszystkim o niemieckim Śląsku, ewentualnie czeskim, natomiast nigdy Polskim. Dolnośląskie Niemieckie Stowarzyszenie Niederschlesische Heimat, Ruch Autonomii Śląska, Śląski Ruch Separatystyczny, wszelkie organizacje promujące regionalne autonomie na terenie Polski, zwłaszcza Kaszubskie, należą do tych darzonych sympatią przez tego śląskiego Niemca. Co ciekawe podobne poglądy i postawy co do przyszłości Śląska pojawiają się coraz częściej na Śląsku po czeskiej stronie granicy. Czescy Ślązacy nie ukrywają, że bliżej im do polskich Ślązaków, niż do Czechów.
 
Badając temat bardzo szybko przebiegła mi myśl, że wszystko to przypomina jak żywo to co dzieje się aktualnie w Hiszpanii, gdzie Katalończycy próbują oderwać się od Hiszpanii i stworzyć własne państwo. Co się okazało Langer i jego koledzy również dostrzegają tę analogię, dlatego na swoich profilach społecznościowych ochoczo umieszczają barwy Katalonii i promują jej oderwanie od Hiszpanii.
 
W Warszawie został w końcu  odsłonięty pomnik Wojciecha Korfantego. Przed wojną sekowali go Piłsudczycy, którzy Śląsk mieli w głębokim poważaniu, a po wojnie na zapomnienie skazali go polscy aparatczycy PRLu. Dziś zwalcza go Slunsko Ferajna. Polacy poza Śląskiem zdają się nie zdawać sobie sprawy z tego jak dużym zagrożeniem stanie się wkrótce śląski separatyzm. Separatyzm ochoczo wspierany przez Niemcy, który zyska na Śląsku wkrótce nowego sojusznika w postaci coraz liczniejszej mniejszości ukraińskiej, która z pewnością ochoczo poprze oderwanie Śląska od Polski. Ukraińcy darzą bowiem Niemców szczególną estymą, a i Niemcy zdecydowanie bardziej wolą Ukraińców od Polaków. Śmiem twierdzić, że za lat 15-20, śląscy separatyści wspierani przez Ukraińców staną się jednym z największych problemów dla Rzeczpospolitej. O tym jednak nikt w polskim rządzie nie myśli, bo ważne jest tu i teraz, wygrać kolejne wybory i utrzymać się przy korycie na 4 lata, to jest cel strategiczny, a nie myślenie o tym czego Polska doświadczy, za dekadę czy dwie.
 

Arkadiusz Miksa 

KOMENTARZE

  • @ Autor - 5*
    Demontaż Państwa. RAŚ – V kolumna. „Niemiecki” antypolonizm. - https://wps-neon24-pl.neon24.pl/post/118300,demontaz-panstwa-ras-v-kolumna-niemiecki-antypolonizm
  • @
    //Polacy poza Śląskiem zdają się nie zdawać sobie sprawy z tego jak dużym zagrożeniem stanie się wkrótce śląski separatyzm.//
    Polacy na Śląsku też nie zdaja sobie z tego sprawy bo nic o tym zagrożeniu tu nie wiemy
    jakaś kilkuosobowa "slunkso ferajna" czy nawet cały ten RAŚ nie mają tu żadnych wpływów
    Ślązacy o niemieckich sympatiach już dawno opuścili Śląsk , stąd nie wiem za bardzo
    kto miałby tu wspierać ten separatyzm ,analogii do sytuacji w Hiszpanii nie ma tu żadnej
    bo Górny Śląsk wcale nie zamierza być samodzielnym krajem , t zn w opini 99 ,9%
    mieszkańców tego regionu
  • najwyższy czas
    Ograniczyć prawa Niemców w Polsce do tych, jakie mają Polacy w Niemczech
  • Jwu
    Chichotem historii jest to ,że wśród tysięcy Ślązaków ,którzy opuścili Polskę (w czasach rządów E.Gierka ),było wielu potomków powstańców śląskich.Wracając do samego tematu ,niewykluczone ,że za pewien czas o przynależności do Polski tzw.ziem odzyskanych zadecydują plebiscyty ?
  • E tam...
    -"Proniemieccy Ślązacy chcą iść w ślady Katalonii"-

    Dalem 5* w kategorii " Bery i bojki slaskie"


    https://www.youtube.com/watch?v=67OXwHf_EU8
  • Jwu
    Różnica pomiędzy Katalonią,a proniemieckimi Ślązakami jest taka ,że ci pierwsi chcą być suwerennym krajem ,a drudzy (jak sądzę )będą za przyłączeniem do Niemiec.
  • @puuuq 13:00:31
    Też tak myślę... na śląsku "niemieckich polaków" jest coraz mniej ...
    a Polskich Polaków relatywnie więcej...
    Niemieccy Ślązacy nie mają szans na wygranie referendum..
    Chyba że ktoś dopuści do głosowania tych którzy od lat mieszkają w Niemczech..
  • "Proniemieccy Ślązacy chcą iść w ślady Katalonii"
    -----------------
    To są jednostki futrowane jurgieltem - i niejednokrotnie nie są to Ślązacy.
    Wniosek?
    Ślązacy to też Polacy i przede wszystkim nie idioci - więc to nie prawda, że chcą się odseparować. Owszem - Ślązacy - maja rodziny w Niemczech - jednak kiedy zaczęto nasycać Niemcy kolorowym, kryminalnym elementem - zafascynowanie Niemcami - prysło.
  • ...
    ja Polak jestem, kogoś kto chce kawałek Polski oderwać, a nie czuje się Polakiem, ołowiem bym poczęstował.

    Kaszubi, Górole, Ślązacy.. nie jesteście Polakami?? to jesteście niewolnikami Wielkiej Polski :))) (Poznań stolicą Polski) Wasz wybór!?!?!
  • @demonkracja 18:59:03
    pierdolisz.. pomyśl czasem zanim coś napiszesz.. myślenie nie boli.. masz rację w większości, lecz masz problem z myśleniem :((
  • @wk..ny 20:20:46
    ------------------
    pierdolisz.. pomyśl czasem zanim coś napiszesz.. myślenie nie boli.. masz rację w większości, lecz masz problem z myśleniem :((
    ------------------
    Podtrzymuje to - jak się raczyłeś wyrazić - pierdolenie i to Ty masz udowodnić, że jest inaczej - skoro:
    ------------------
    pierdolisz.. pomyśl czasem zanim coś napiszesz.. myślenie nie boli.. masz rację w większości, lecz masz problem z myśleniem :((
    ------------------
  • @puuuq 13:00:31
    I tu z toba się zgadzam. To wciąż margines. Bardziej bałbym sie mniejszości niemieckiej w innej części Górnego Sląska-na Opolszczyxnie
  • WPS
    Pamięci Pana Stanisława Obcowskiego...

    Dała przykład polska młodzież jak zwyciężać mamy



    To nieprawda, że Ślązacy widzą tylko czubek własnego nosa





    Idąc tropem komentarzy do moich doniesień na stronach WPS pod wspólnym hasłem:, „Co dzieje się na Śląsku?”, ze smutkiem muszę podać: trwa walka o kształt Śląska pomiędzy Ślązakami „dobrymi” – skupionymi wokół RAŚ oraz „złymi” – członkami Związku Górnośląskiego i mieszkańcami inaczej myślącymi niż autonomiści. Nadzieję na jedność Ślązaków i narodu polskiego, mieszkańcy Śląskiego widzą w młodym pokoleniu, oczywiście, gdy zadba się o ich właściwe wychowanie i wykształcenie. Dostrzegamy także zagrożenia nie tylko przez ruchy autonomistów, prawdopodobnie sterowane przez rządzących, ale również przez niektórych polityków dysponujących władzą w sposób jawny lub ukryty. Zanim rozwinę temat, dla wszystkich mieszkańców żyjących w Polsce, przywołuję Zbigniewa Brzezińskiego i jego książkę: „ Out of control”, w której analizuje on obecne zagrożenia dla pokoju światowego (w wymiarze mikroregionów także, przyp. SO). Przytaczam za profesorem ich mechanizmy: „...konsumpcjonizm, ośmieszanie i niszczenie autorytetów, które sprawiają, że coraz bardziej przypominamy stado owiec bez pasterzy, wśród których grasują wilki (często w owczej skórze). To sprawia, że największe potrzeby dziecka – potrzeba miłości i bezpieczeństwa są zaspokajane w stopniu niedostatecznym. To skutkuje później u dorosłego brakiem zdolności do uczuć wyższych, a do takich należy patriotyzm, szacunek i poszanowanie drugiego człowieka, zdolność do wyrzeczeń, zdolność do pracy dla dobra innych i rezygnacja ze swoich partykularnych interesów kosztem innych”. Brzeziński w wyżej przywołanej książce zwraca szczególną uwagę na: „Konieczność uwiarygodnienia demokracji [...] gdyż proponowana przez kraje bogate zbyt oddaliła się od korzeni, z których wyszła przed wiekami, należy skojarzyć słowo polityka nie z walką o władzę i pieniądze lecz ze służbą społeczną (roztropna troska o wspólne dobro – tak definiuje politykę chrześcijańska nauka społeczna)”, czyżby dlatego zaostrzono kurs propagandy przeciwko Kościołowi? Czy te słowa wytrawnego doradcy prezydentów USA trafią do świadomości uprawiających politykę i parlamentarzystów z polskiego piekiełka? Sączącym jad w jedność Śląska i Polski, manipulantom faktami historycznymi mówię wprost, Wam nie chodzi o dobro narodu, Wy łakniecie władzy nie licząc się z pieniędzmi wypracowanymi przez całą społeczność kraju. Dobitnym przykładem tego jest wielu polityków z obecnej koalicji rządzącej, popierający lub skryci sympatycy tworzenia Polski federalnej, wędrujący od jednej do drugiej partii. Tym, co wierzą w mrzonki, że samodzielność regionalna rozwiąże wszystkie problemy życiowe, zadaję do przemyślenia pytanie: czy wolny rynek lansowany przez Balcerowicza rozwiązał je? Jeżeli tak, to czemu tyle młodzieży emigruje za chlebem, dlaczego jest tak duża ilość strajkujących i manifestujących swoje niezadowolenie? Rozbicie Polski na odrębne landy nie rozwiąże obecnych kwestii społecznych, przeniosą się one na wnuków, nawet tych osób, co na Śląsku od dziesięcioleci powiadają „richtig fajne Niemce” i na pozostałych regionalnych sympatyków autonomii. Ekonomiczne uzależnienie Polski od niemieckiej gospodarki stawia nas na pozycji wasala w stosunku do niemieckiego seniora, decydującego o polityce całej Unii. Zamiast zwiększenia wolności, czeka większa zależność od władzy zwierzchniej, tyle tylko, że ściśle podporządkowanej centrali polityczno-finansowej, teraz w wydaniu europejskim, i od tego nie będzie już odwrotu. Że realne jest takie zagrożenie, wskazuje wynik analizy zjawisk politycznych.

    Od ponad 50. lat obserwuję byłych i obecnych luminarzy politycznych, zwłaszcza tych z okresu Polski „niezniewolonej”, po wymuszeniu dymisji na Janie Olszewskim i rozwiązaniu jego gabinetu. Ekipa Kwaśniewsko-Oleksowo-Millerowska za sprawą rodowodu z PRL, kłamstw, afer, kontaktów agenturalnych, w moim pokoleniu zawsze budziła trwogę o losy państwa i Polaków. Nie mniejszą obawą napełniało mnie wielu polityków Unii Wolności, chociaż wywodzili się z ruchu „Solidarności”, to byli zanadto liberalni, a za mało socjalni. Tu muszę wymienić m.in. Bronisława Geremka, Leszka Balcerowicza, Donalda Tuska, Andrzeja Olechowskiego, Hannę Suchocką, oni stali okrakiem pomiędzy Magdalenką a Wspólnotą Europejską. Polityków z jednego i drugiego ugrupowania łączy prywata, ale nie dobro suwerennego państwa. Za cenę przewidywanych osobistych korzyści szli i idą na smyczy kolejnych prezydentów Stanów Zjednoczonych i liderów Unii Europejskiej, ba... kąsając polski naród, pomagają na niego nałożyć kaganiec.

    Wycieczki do USA panów Kwaśniewskiego i Millera wraz z rodzinami, za pieniądze podatników, służyły przede wszystkim do opracowania planu wciągnięcia Polski w konflikt zbrojny z Irakiem i osłabienia naszego przemysłu zbrojeniowego. Zaczęło się wszystko od perfidnego aresztowania dyrektora „Cenzinu” przez CIA, wyparcia Polaków z rynków zagranicznych, zaniechania badań i produkcji „Iryd”, wreszcie likwidacji kluczowych zakładów produkujących uzbrojenie, a skończyło się na zakupie samolotów F16, na najmniej korzystnych warunkach i zapowiedzią „Tarczy Rakietowej”. Ten kurs cały czas etykietowano tworzeniem nowoczesnej armii, jednak z jej wielkości ostał się nam pięćdziesięcioletni „Herkules”. Spora część Ślązaków (informowana o zagrożeniach przez dziennikarzy niebędących na garnuszku obcych koncernów prasowych, przykładowo: „Śląskiej gazety” (nie mylić z „Nową Gazetą Śląską”) boi się, że reklama wielkomocarstwowości doprowadzi nas do „republiki bananowej” ze swoistego rodzaju dyktaturą. Mamy w pamięci 10 III 2003 r., gdy na wniosek Millera, nie bacząc na przyjazne stosunki z Irakijczykami od czasu II Rzeczpospolitej i zapewnianie Jana Pawła II, że Saddam Husajn nie jest powiązany z Ibn Ladinem i nie ma broni nuklearnej, Kwaśniewski podpisał postanowienie o Użyciu Polskiego Kontyngentu Wojskowego w Iraku. Za ten majstersztyk polityczny polscy podatnicy, już w tym samym roku zapłacili 142,7 mln zł, a na 2004 r. w budżecie przewidziano 309 mln, wraz z przystosowaniem otrzymanych staroci ponad miliard. Obecne koszty tej operacji trudno ustalić, gdyż skrzętnie ukrywa się je w wydatkach Ministerstwa Obrony Narodowej, podporządkowanego cywilnemu ministrowi do spraw obrony narodowej. Oporne polskie społeczeństwo wówczas skutecznie urabiał naczelny „Gazety Wyborczej”, Adam Michnik, vide: artykuł „Nie było wyjścia” („GW”, 21 III 2003, wyd. katowickie) - także Jan Nowak Jeziorański. W tym artykule tylko jedno stwierdzenie jest prawdziwe: „Polakom nie trzeba przypominać, jaką wartość ma pokój...”, dlatego tym dotkliwsza jest śmierć naszych żołnierzy także w beznadziejnej misji afgańskiej.

    Toteż obecne pojawienie się Millera w kręgu władzy, systematyczne i wielokrotne wystąpienia Kwaśniewskiego w programach TV, wysyłanie do nich forpoczty w osobie Olejniczaka (ostatnio 3 IV), musi wzbudzać u myślących i interesujących się polityką poważne obawy. Natomiast publiczne pokazywanie się Olechowskiego, jak powiada publicysta Krzysztof Osiejuk w artykule: Powrót czarnego członka („Śląska”, 24 II 2012) robi to: „Bardzo dużo za często”, powinno wzbudzać przekonanie, że za zakrętem czai się zło. Zło już się stało. Tusk podpisał umowę ACTA, 2 II podpisał Pakt Fiskalny. Polskie MSZ, żeby odwrócić uwagę od poważnych zagrożeń wewnątrzunijnych i od polskich kłopotów w kraju doprowadziło do uwikłania Białorusi w konflikt dyplomatyczny z całą Unią. Zignorowało ono ”Traktat o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy” z 23 VI 1992 r. Czy kolejnym złem będzie w ramach NATO udział w jakimś kraju w misji „stabilizacyjno-pokojowej” dla osłony interesów amerykańskiego lobby teksańskiego – może w Iranie? Pomimo kilkakrotnych zapewnień „Gazety Wyborczej”, iż USA nie podejmie kroków zbrojnych przeciwko Irańczykom, mam wewnętrzne obawy do prawdziwości gwarancji bez pokrycia; po co planowane polsko-izraelskie manewry na Morzu Śródziemnym? Przecież okręt szpitalny „Ksawery Czernicki” w Zatoce Perskiej podczas „Pustynnej Burzy” był zwiastunem późniejszej wojny z Irakiem.

    Uzasadnienie obaw daje znajomość historii Iluminatów z okresu Oświecenia, uważających się za oświeconych i propagujących idee oświeceniowe oraz cele i zamiary kontynuatorów tego Zakonu, obecnego Klubu Bilderberga. Założonego przez nieżyjącego już Józefa Retingera w 1954 r., polityka i dyplomaty polskiego pochodzenia, współredaktora Układu Sikorski – Majski i jednego z współtwórców Wspólnej Europy, emigranta zawsze gotowego pełnić rolę łącznika pomiędzy USA i ZSRR ( pl.wikipedia.org/wiki/Grupa_Bilderberg; iluminaci.pl/bilderberg). W nieformalnych i tajemniczych spotkaniach Klubu omawiającego najważniejsze sprawy bezpieczeństwa, polityki, gospodarki światowej, udział biorą m. in. prezes Banku Światowego James Wolfensohn, sekretarz stanu USA Hilary Clinton, były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair, Melinda Gates - żona byłego prezesa zarządu korporacji Microsoft. Prawdopodobnie z polskiej strony uczestniczą w zjazdach: Andrzej Olechowski, Hanna Suchocka, Aleksander Kwaśniewski, prezes Citibanku Sławomir Sikora, prezes Polskiej Grupy Farmaceutycznej Jacek Szwajcowski. Niektórzy komentatorzy polityczni przypisują członkom Grupy Bilderberg tworzenie nieformalnego rządu światowego o ładzie społeczno-politycznym sprzecznym z wolą społeczeństw. Celem tego rządu jest władza nad życiem naszym i życiem materialnym. Mieszkańcy świata mają się stać niewolnikami finansowymi. Oczywiście, kierownictwo tej nawy państwowej spoczywa w rękach amerykańskich, świadczy o tym 9 spotkań w USA (także w 2002 r. przed podjęciem decyzji o wojnie z Irakiem), 5 w Wielkiej Brytanii i 5 w Niemczech. Czy są członkami tego Klubu przedstawiciele Niemiec? Na pewno tak. Czy Rosjanie? Bardzo możliwe, świadczyć za tym może powołanie w Zurychu Coutts Banku (http://www.coutts.com/), w którym nielegalnie w latach 90. ubiegłego wieku lokowali pieniądze oligarchowie rosyjscy i polscy; politycy, biznesmeni i wojskowi biorący udział w tzw. transformacjach i prywatyzacji majątków narodowych. W nim, jednym z dyrektorów był Peter Vogel, powiązany z UOP i WSI, ułatwiający pranie brudnych pieniędzy, korzystne lokaty i przepływ środków do rajów podatkowych. Czy pamiętacie Państwo aferę z Markiem Dochnalem w tle i ułaskawienie w 2004 r. przez A. Kwaśniewskiego aresztowanego w Polsce Vogla? Szerzej L. Pietrzak: Co łączy Coutts Bank z WSI? („Śląska”, 24 II-1 III 2012). Jakże pięknie wpisuje się w tworzenie światowego rządu dążenie do urealnienia w niesfornej Polsce zasady „dziel i rządź”.

    Autonomiści, widząc zmniejszające się zainteresowanie młodzieży swoimi wizjami na temat przyszłości Górnego Śląska, usiłują wciągnąć w swój tok postępowania m. in. Kaszubów, Warmiaków, Łemków, Mazurów. Rozpoczęli bój o ich „świadomość historyczną i tożsamość narodową”. Bój na miarę słów Rymwida z „Grażyny” Adama Mickiewicza:

    Przebrzydły Zakon podobny do smoku.

    Jeden łeb utniesz, drugi rośnie skoro,

    I ten ucięty rośnie w dziesięcioro!

    Pisałem o wydaniu pod koniec 2011 r. Historii Górnego Śląska, o filmie Siegera „Polskie obozy koncentracyjne”, o prelekcjach, pt.: „Za kolczastym drutem. System obozów na Górnym Śląsku w 1945 r.”, vide: WPS 17 II 2012, „Dokąd zmierza Górny Śląsk?”. Teraz swoje, jak określa Tomasz Kwiatek „idèe fixe” („Śląska”, 27 I – 2 II 2012) RAŚ usiłuje realizować poprzez wykorzystanie danych ze Spisu Powszechnego Ludności. Posłowi Plurze wydaje się, że jest pępkiem świata i natarczywie, nawet szantażem, domaga się od prezesa GUS danych o ilości osób deklarujących „narodowość śląską” i to przed całościowym opracowaniem wyników Spisu. Ba, podważa wiarygodność Spisu i czeka na sygnały mieszkańców o stwierdzonych nieprawidłowościach (A. Pustułka: GUS zadeklarowanych Ślązaków liczy i liczy, „Dziennik Zachodni”, 7 II 2012).

    Historia uczy, że w jedności jest siła, że samowolę sprawujących władzę można ograniczyć i zmusić do wsłuchania się w głos narodu tylko poprzez jednolity front wszystkich mieszkańców państwa. Słusznie zauważył jeden z piszących komentarz do moich wypowiedzi na stronach WPS, iż można prawie w całej Polsce: „w rozmowie z prostymi ludźmi usłyszeć, że Polska to chory człowiek europy”. To prawda. Trzeba to jak najszybciej zmienić. Możemy to zrobić nie poprzez waśnie, nie wsłuchując się w dźwięk nazwiska, lecz poprzez wspólne działanie. Zrozumieli to młodzi ludzie, nastolatkowie – chwała im za to (chciałbym wykrzyczeć wielki „szacun”, ale siwe włosy nie pozwalają użyć takiego skrótu). Młodzież pokazała wszystkim Polakom – gorolom i hanysom - jak należy walczyć o swoje prawa, ograniczyła samowolę premiera, zmusiła jego do publicznego przyznania się do braku kompetencji w sprawie ACTA zredagowanych przez amerykańskich specjalistów. Polska młodzież pociągnęła za sobą internautów innych krajów Europy; Merkel wycofała się z obietnicy podpisania ograniczającej wolność umowy, w UE rozpoczęto analizę znajdujących się w niej zapisów. W wyniku tej akcji, Tusk (możliwe, że terminuje do członkostwa we wspomnianym Klubie), przestraszył się i rozpoczął debatę nad ustawą emerytalną w Polsce, żeby stała się ona prawdziwie publiczną i miała pozytywne zakończenie trzeba te działania wesprzeć. Musi to zrobić starsze polskie pokolenie, także Ślązacy. To wzburzenie młodzieży, przede wszystkim należy rozumieć jako sprzeciw wobec beznadziejności życiowej młodego pokolenia, młodzi oczekują od dorosłych obrony ich żywotnych interesów, zagwarantowania bezpieczeństwa w dorosłym życiu.

    Zamiast podsumowania przywołam słowa wspomnianego Tomasza Kwiatka: „Sankcjonowanie idèe fixe działaczy RAŚ przez Państwo Polskie, używając terminologii piłkarskiej, jest samobójem”; jednak, to nie są imaginacje, to realne zagrożenie. Analiza dotychczasowych politycznych poczynań rządu wskazuje, iż mecz sprzedano i samobój jest wpisany do umowy. Czy mam prawo pisać o Śląsku? Moim zdaniem tak, uzasadniłem to w odpowiedzi na komentarze do mojego artykułu na stronach WPS z dnia 17 II 2012 r.

    Stanisław Obcowski
  • @Jwu 14:28:13
    A czy Niemcy ich chcą? To państwo, które staje się federacją róznych emiratów?
  • @Oscar 18:37:15
    Faktycznie, ich impet słabnie. Wg mnie, żadne zagrożenie. Na ten moment i najblizsze dwie dekady.
  • @wk..ny 20:15:54
    I takie wstawki , zniechęcają rodowitych hanysów do Polaków. A niechęć nie zaczęła si,ę za PRL, tylko za sanacji, gdy próbowano ograniczac autonomie Sląską. Piłsudski Ślązaków olewał.
  • @stanislav 09:32:17
    Z dawnej strony WPS:

    W dniu dzisiejszym, z pewnym opóźnieniem wywołanym przez „złe licho”, otrzymałem list od poznanego kilka miesięcy temu pana Stanisława Obcowskiego, który niezwłocznie publikuję. Dziękuję autorowi za Jego zaangażowanie w polskość Śląska, którą RAŚ, za zgodą PO-paprańców i innych usłużnych idiotów, stara się nie tylko osłabiać, ale wręcz zwalczać.

    PZ

    10 VII 2011 r.



    20 lat dobrego sąsiedztwa



    Dwadzieścia lat minęło od podpisania traktatu o dobrosąsiedzkich stosunkach pomiędzy Niemcami a Polską. Wobec tego faktu usiłuję, przynajmniej w krótkim zarysie, dokonać bilansu zysków i strat w oparciu o dostępne źródła propagowane na Górnym Śląsku w celu jego regermanizacji i bieżące wydarzenia widziane oczami Górnoślązaka, któremu bliżej do „goroli”.

    Ćwierć wieku temu, ziomkostwa podniecone polskimi wydarzeniami były bardzo aktywne, w Polsce ożywiły swoją działalność organizacje mniejszości niemieckiej, kiełkuje myśl ruchu autonomistów na Górnym Śląsku. Dlatego podczas dwustronnych rozmów, aby uspokoić niemiecką opinię społeczną, a zwłaszcza owe ziomkostwa, w Oberschlesische Schriftenreihe (Górnośląskich Zeszytach), Nr 18 znalazła się publikacja „Heimat Oberschlesien (Śląska mała ojczyzna)”, wydana w 1991 r. przez Oberschlesischer Heimatverlag w Dülmen. Ja posłużę się trzecią, niezmienioną (sic) edycją z 1993 r. Na stronach 15-19 jest kalendarium historii ziemi śląskiej. Pod datą 1919-1920, zapisano: „Zwei Aufstände und Poleneinfälle in Oberschlesien. (Dwa powstania i najazdy Polaków na Górny

    Śląsk)”. Ciekawe, ale zakłamane spostrzeżenie. Przy roku 1921 podano: „Volksabstimmung (Plebiscyt) i nie omieszkano dodać: „…trotz polnischer Propaganda und Terror sich mit 60% für den Verbleib bei Deutschland entschieden. Daraufhin 3. «polnischer Aufstand« mit Erstürmung und Befreiung des Annaberges durch deutsche Freiwillige. (/…/ na przekór polskiej propagandzie i terrorowi żeby przyłączyć do siebie [Górny Śląsk], 60% [ludności] zdecydowało się opowiedzieć za pozostaniem przy Niemcach. Pomimo tego, 3 [maja] „polscy powstańcy” przemocą zdobywają Górę Św. Anny [bronioną] przez niemieckich ochotników”). Ci ochotnicy to przeważnie członkowie Kampforganisation (konspiracyjnej organizacji Selbstschutz Oberschlesien finansowanej przez Ministerstwo Reichswery), natomiast polski terror, najprawdopodobniej autor wydawnictwa, v. Herbert Kirstein pomylił ze słowami dowódcy Spezialpolizei, Hauensteina, który przyznał, że: „…w obrębie plebiscytu na Górnym Śląsku zlikwidowała [ta jego organizacja] 200 niewygodnych ludzi”, i dotyczyło to Polaków. Niezwykle lapidarny zapis znajdujemy przy 1939 r.: „Ausbruch des Zweiten Weltkrieges, Ostoberschlesien kommt wieder zu Deutschland (Wybuch drugiej wojny światowej, wschodni Górny Śląsk wraca do Niemiec”). Wśród wyróżniających się pruskich indywidualności mieszkających w prowincji górnośląskiej, na stronie 93 podano także Korfantego, jednak bez imienia, za to z przymiotnikiem: „quertreiber (rozrabiacz”). Brakło nazwiska Ślązaka, prałata Franza Wosnitza (Franciszka Woźnicy), którego władze hitlerowskie w latach 1942-1945 naznaczyły na administratora diecezji katowickiej po wygnaniu bpa Adamskiego. Zapewne, dlatego że dość skutecznie zabiegał (nawet u Hitlera) o uratowanie majątku kościelnego przed rabunkiem i konfiskatą, a po zakończeniu wojny wskazywał bp. Adamskiemu drogi odzyskania funduszu kurialnego, zdeponowanego w bankach niemieckich i w Szwajcarii (dzięki temu dokończono budowę katowickiej katedry). Natomiast po deportacji do Niemiec (1946 r. w ramach tzw. „repolonizacji”), w latach 1949-1972 wydatnie pomagał Górnoślązakom pozostałym w kraju, i wysiedlonym – niejedna matka, zwłaszcza wdowa, przy spowiedzi od księdza otrzymywała 5-10 marek – ponadto stworzył organizację Katholischer Siedlugsdienst (Katolicka Służba Osadnikom), zajmującą się m. in. budową mieszkań dla przesiedlonych z terenów Ziem Odzyskanych. Za to, znalazł swoje miejsce prałat Carl Ulitzka – zajadły hakatysta, w latach 1918-1933 główny przywódca politycznego ruchu antypolskiego. Jednak najbardziej interesujące są wiadomości na stronach 18 i 19. Przy latach 1973/1975, cytuję: „Entscheidung des Bundesverfassungsgerichts: Das Deutsche Reich ist rechtlich nicht untergegangen. Das bedeutet, daß Oberschlesien rechtlich noch zu Deutschland gehört. Dasselbe Gericht bestätigt seine Entscheidung noch einmal im Jahre 1987 (Orzeczenie Niemieckiego Trybunału Konstytucyjnego: Rzesza Niemiecka prawnie nie upadła. Oznacza to, że Górny Śląsk prawnie należy do Niemiec. Ten sam Sąd raz jeszcze potwierdził takie rozstrzygnięcie w 1987 r.”); wobec tego w dalszym ciągu państwo niemieckie uznaje ciągłość prawną Rzeszy, przyp. SO. Przy dacie 1990 r., czytamy: „Gerichtliche Zulassung der Deutschen Freundschaftskreise als Deutsche Sozial-Kulturelle Gesellschaften In der Republik Polen (Dopuszcza się sądownie tworzenie niemieckich Kół Socjalno-Kulturalnych w Republice Polskiej“). Takie powstały na terenie Polski, one, jak również nauka języka niemieckiego finansowane są przez polski rząd, dlatego wielu Ślązaków wpisuje się do niemieckiej mniejszości, aby ich dzieci mogły korzystać z darmowego nauczania, ale w Niemczech, wobec braku statusu mniejszości, na takich prawach działa Związek Polaków w Niemczech i nie korzysta z bezpłatnego nauczania języka polskiego. Przy latach 1990/1991 jest informacja: „Deutsch-polnische Verträge »über die Bestätigung der zwischen ihnen bestehenden Grenze« und »über gute Nachbarschaft und freundschaftliche Zusammenarbeit« (Niemiecko-polskie układy „potwierdzające granice pomiędzy [umawiającymi się stronami]” oraz o „dobrosąsiedzkiej współpracy””). Osobiście brak mnie słowa Anerkenung (uznawać), przykładowo za nienaruszalne, gdyż Bestätigung można tłumaczyć: potwierdzać, zatwierdzać. Nie wiadomo, czy przed dwustronnymi rozmowami polsko-niemieckimi w czerwcu 2011 r. Trybunał Konstytucyjny Niemiec uznał za nieważne swoje orzeczenia z lat 1973, 1975 i 1978, może w dobrej wierze przyjęliśmy niemiecki akcept istniejących granic de facto, ale nieobowiązujący de jure w świetle prawa niemieckiego? Dlatego Angela Merkel nie chce przywrócić statusu mniejszości Polakom mieszkającym w Niemczech. Dopiero podczas obecnych, czerwcowych rozmów zezwoliła ona na tworzenie polskich organizacji kulturalno-oświatowych w Niemczech, obiecuje nawet dofinansowanie ich działalności. Gdyby uznała: dekret Hitlera z 7 X 1939 r. oraz rozporządzenie Rady Ministrów z 27 II 1940 r. na rzecz obrony Rzeszy i w sprawie organizacji polskiej grupy narodowej (m. in. dot. volkslisty niemieckiej, postanowienie opublikowano 2 III 1940 r. w DZ. U. Rzeszy),za nieważny, nie byłoby ciągłości Rzeszy. Niemcy musiałyby zwrócić zagrabione mienie polskim instytucjom mniejszościowym, działającym na terenach niemieckich do wybuchu II wojny światowej i przekazać obecnie tworzonym. Zatem, tą drogą prawnikom polskiego MSZ i politykom poddaję pod rozwagę, sprawdźcie czy przypadkiem zgodnie z prawem niemieckim, obowiązujące granice nie mają nadal charakteru tymczasowego i autonomiści wchodząc wraz z przedstawicielami mniejszości niemieckiej do polskiego Sejmu, w nim ten fakt nie podniosą? Być może po to przytoczone opracowanie było sprowadzone na Śląsk w setkach egzemplarzy. Hipotetycznie można przyjąć, że polski rząd o tym fakcie wie i właśnie, dlatego jeszcze przed rozpoczęciem czerwcowych rozmów, zrezygnował z żądań przywrócenia Polonii niemieckiej statusu mniejszości w Niemczech, ale mniejszość niemiecka w Polsce taki status ma i ma swoich przedstawicieli w polskim Sejmie. Może…, dlatego w ubiegłym roku Opel wolał zwolnić swoich pracowników w Niemczech i pomimo kryzysowej sytuacji rozwijał produkcję samochodów w Gliwicach.

    Drugie rozprowadzane wydawnictwo jest jeszcze bardziej groźne dla mącenia w głowach mieszkańcom Śląskiego, bo w tłumaczeniu polskim. Jakkolwiek dla przeciętnego czytelnika może się ono wydawać niezaangażowaną pracą, to dla znających historię jest ona gloryfikacją rządów pruskich i działań organizacji ziomkowskich w Niemczech, ona w wielu przypadkach mija się z obiektywną prawdą historyczną. Jest to „Krótka historia Śląska” Helmuta Neubacha, w polskim przekładzie Bernarda Kwoki, Bonn 1992. Dla dociekliwych czytelników podaję adres wydawcy: Bund der Vertriebenen – Vereinigte Landsmannschaften und Landesverbände – Godesberger Allee 72-74, 5300 Bonn 2, telefon: (02 28) 81 00 70. Oto kilka historycznych rewelacji tam zawartych. – Podtytuł „Od Kulturkampfu do konfliktu narodowościowego (1871-1918)”, cytuję: „Jeszcze około roku 1870 nie istniała na Górnym Śląsku kwestia śląska. Niemieccy Ślązacy walczyli ramię w ramię z mówiącymi po polsku ziomkami o zwycięstwo Prus”, s. 9. Faktycznie walczyli, tyle tylko, że nikt ich nie pytał, czy chcą iść na wojnę za pruskiego króla? To samo zrobił Hitler powołując Ślązaków do Wehrmachtu ku obronie Tysiącletniej Rzeszy. – Kolejny cytat: „Tzw. ruch polski na Górnym Śląsku nie był ruchem autochtonicznym, był on raczej propagowany tam przez posłańców z zewnątrz (dziennikarzy, prawników, duchownych i lekarzy – przeważnie z prowincji poznańskiej i w mniejszym stopniu z Galicji. /…/ Ślązacy, którzy należeli prawie wyłącznie do warstwy drobnych chłopów lub byli robotnikami (sic), czuli się w zupełności dobrymi Prusakami – do czasu, aż Kulturkampf rozbudził ich polityczne zainteresowania”, s. 11. Pytam, dlaczego w 1765 r. wybuchł najgłośniejszy bunt społeczny (tzw. rabacja chłopska) w Ołdryszowie (powiat Głubczyce). Dlaczego już w 1880 r. robotnicy z Królewskiej Huty złożyli pierwszą skargę do parlamentu na relacje robotnik – właściciel? Po niej kolejne strajki wybuchały aż do 1921 r. Także nie podano, jakich czynów dopuszczali się Prusacy w celu wyniszczenia ekonomicznego ludności autochtonicznej. – Następny absurd: „… chociaż, ze względu na terror znacznie przez Warszawę popieranych Polaków, którzy w dwóch „powstaniach” opanowali dużą część prowincji, trudno było mówić o wolnym głosowaniu [podczas plebiscytu]”, s. 13. Wyżej podałem kto siał terror, o bestialskich mordach na Ślązakach mówiących po polsku nie wspominam imiennie, byli to robotnicy, rolnicy, nauczyciele, lekarze, nawet francuski major Montelegre z kontyngentu Ententy. Jednak, aby przeciąć wszelkie dywagacje na temat przemocy i „wojny bratobójczej”, bo tak obecni, nawet polscy naukowcy, chcąc rozmyć odpowiedzialność zaczęli nazywać tryptyk powstań śląskich, przedstawię incydent januszkowicki z 23 V 1921 r.; opis i fotografie tego bestialstwa obiegły cały świat i znalazły się w gabinetach dyplomatów. Niemcy po wyparciu powstańców z tej miejscowości, 55. letnią wdowę, Polkę, Marię Marklowską wyprowadzili z zagrody. Wykroili jej oko wraz z policzkiem, wybili zęby i szmatą z błotem wypełnili usta, palce prawej reki wyrwali z dłoni, odcięli piersi, skakali po brzuchu do tego stopnia, aż wnętrzności wypłynęły na zewnątrz. W czasie pochówku na cmentarzu w Rokiczu ostrzelali z armat kondukt, jeden pocisk wpadł do grobu i uniemożliwił dokończenie ceremonii. Szkoda, iż polskie władze w 90. rocznicę III powstania przemilczały to wydarzenie; nic dziwnego, że rasiowcy i przedstawiciele mniejszości niemieckiej w śląskim sejmiku, nie głosowali za uchwałą oddającą cześć powstańcom, nie padło z ich ust Verzeihung! (przepraszam), tak często powtarzane przez polskich polityków. Może, polsko-niemiecka komisja historyczna umieści to wydarzenie w podręcznikach szkolnych? Osobiście przerażają mnie drukowane pseudonaukowe opracowania historyczne publikowane w ogólnopolskich periodykach. Przykładowo: „Focus Historia”, maj 2011, ponieważ w tytule jest słowo fokus, to można się spodziewać sztuczek prestydygitatorów, jednak Rafał Geremek w: „Śląski my naród, śląski ród…”, dokonał iście kuglarskich sztuczek historycznych, aby uzasadnić istnienie „śląskiego narodu”.

    Dla liberałów zachłystujących się obcymi inwestorami, niszczących polski przemysł i polskie inicjatywy, przytaczam fragment artykułu z „Polski Zachodniej”, 1927 Nr 29, cyt.: „Powiat rybnicki, jeden z najbardziej polskich powiatów Górnego Śląska, /…/ znalazł się pod terrorem gospodarczym przedsiębiorstw, kierowników przemysłowych i urzędników niemieckich, którzy za cenę chleba wymuszają na Polaku, by w Polsce stał się Niemcem.” Oczywiście treść odnosiła się do ówczesnych czasów, a obecnie pracodawcy, zwłaszcza obcy, wymuszają, aby pracobiorcy stawali się niewolnikami, dlatego tyle pełnych inwencji młodych Polaków wyjeżdża za chlebem – dawniej mówiło się „na saksy”, inni strajkują. Niemieckie władze ofiarują polskiej młodzieży, po ukończeniu gimnazjum, bezpłatną naukę zawodu – to niewielki koszt wychowania wyrobnika. Polska pod względem partnerstwa gospodarczego Niemcy stawia na pierwszym miejscu (czy dlatego Chińczycy musieli zrezygnować z budowy autostrady A2?), Niemcy Polaków na dziesiątym, stosunek zaangażowania kapitału wynosi 1:4 na korzyść Niemców.

    Wielu mieszkańców Śląskiego martwią poczynania śląskich autonomistów idące w kierunku rozbijania jedności narodowej i chęć rozdrobnienia terytorialnego Polski w celu jej osłabienia. Współcześnie perfidny zamiar przybiera realne kształty i to za sprawą tych, którzy kilka miesięcy temu o jakichkolwiek podziałach nie myśleli, i wiele dziesiątków lat temu zapomnieli słowa „Krzyżok” na określenie Ślązaka, a robią to teraz. Obecnie secesyjne nastroje ogarnęły mieszkańców ziemi częstochowskiej. Za pośrednictwem „Dziennika Zachodniego” z 8 VII 2011 (której to gazecie najbardziej na tym zależało), wyjaśniają powody, twierdząc: „Nie dziwmy się temu, a raczej nie dziwcie się wszyscy ci, którzy mieszkacie w Katowicach, Gliwicach itp. (jakże to krzywdzące, dla osób o innej opcji politycznej niż autonomiści, przyp. SO). Ciągle mówi się przecież o autonomii Śląska czy o RAŚ. Mieszkańcy Częstochowy albo Podbeskidzia mogą się czuć odrzuceni”, i o to chodziło liderowi autonomistów, Gorzelikowi. Prawdopodobnie zepchnięcie na drugie miejsce mieszkańców, zwłaszcza Częstochowskiego i Zagłębia to chęć upokorzenia ich za pomoc udzielaną powstańcom. Chociaż, można to odebrać jako zapowiedź tworzenia swoistego rodzaju gett dla polskiej ludności, jeżeli przyszła partia Gorzelika (jest to bardzo prawdopodobne), dojdzie do władzy. Natomiast reprodukcje map z granicami pruskiej regencji śląskiej i transparenty z napisem: Oberschlesien, Horni Slezsko, Górny Śląsk niesione na paradach rasiowców, jako chęć rewizji granic (niektórzy Czesi postrzegają to jako przymiarkę do zagarnięcia Zaolzia).

    Niepokoją mnie zwłaszcza ostatnie wydarzenia: kserokopię przekładu Kwoki znalazłem na ławce w Bibliotece Śląskiej – możliwe, iż był to przypadek, ale do podania „narodu śląskiego” wzywały ulotki – natomiast organizowanie przez RAŚ w śląskich miejscowościach plebiscytu: Autonomia: Tak, czy Nie? Przypadkiem nie jest. „Dziennik Zachodni z 1 VII 2011, s. 26) wzywał Ślązaków do stawienia się w Gdyni na 10. edycję Heineken Open´er (zaiste, Niemcy trafnie wybrali miasto), tydzień wcześniej (28 VI), ta sama gazeta drukuje artykuł dolnośląskiego publicysty „Gazety Wrocławskiej”, Jarosława Dudycza, który pisze w sprawie Górnego Śląska o wszystkim i o niczym, za to obskurancki słowotok, kończy: „Bądźcie przykładem dla innych w Polsce. /…/ Wybierzcie siebie. Macie do tego prawo. A nawet i obowiązek”. Te przykłady, jak i swoistego rodzaju lekcje historii prowadzone w Olsztyńskiem przez mistrza Zakonu Krzyżackiego Bruno Plattera sugerują, że fala zbieżnych poczynań o barwach proniemieckich rozlewa się na cały obszar Ziem Odzyskanych przy poparciu obecnego rządu, wbrew interesom państwa polskiego, a przede wszystkim olbrzymiej większości nie tylko śląskiej społeczności. Zgoda rządu na zalew heimatstreuerskiej propagandy w regionalnej prasie, spełniającej rolę dawnej gazety „Kattowitzer Zeitung” oraz w niektórych audycjach radia i telewizji na Górnym Śląsku, jest dla mieszkańców Śląskiego niezwykle krzywdząca, gdyż faktyczny obraz Ślązaków ukazuje w krzywym zwierciadle. I to mnie jako Ślązaka najbardziej boli.

    Na tej ziemi przenikały się nawzajem kultury: morawska, czeska, polska – ta z Polski centralnej i ta ze wschodniego pogranicza – także niemiecka, niestety, żydowska za sprawą Niemców zanikła, wszystkie dobrze się sprawdzały, póki do nich nie dobrali się politycy i naukowcy wykorzystujący stopnie naukowe, dla niejasnych, sobie tylko znanych celów. Także w spokoju żyli obok siebie katolicy i ewangelicy, którzy w większości czuli się Polakami (spośród 210 duchownych luterańskich w 1940 r., 120 przyznało się do narodowości polskiej i krwawo za to zapłacili). Jerzy Gorzelik, lider autonomistów, ich twarz – „basztard” (gwarowo) polityczny – Kazimierz Kutz, niezwykle obelżywymi słowami bezkarnie ubliżający Polsce i Polakom oraz Redakcje wydawanych gazet na Górnym Śląsku, powołują się na odmianę bismarckowskiej Kathedersozialisten, obecnie propagując nie zagadnienia ekonomii, lecz „język i narodowość śląską”. Celują w tym profesorowie, zwłaszcza: Jolanta Tambor, Bogusław Wyderka, Marek Szczepański, a przecież ten ostatni jako socjolog powinien najlepiej wiedzieć, jakie są konsekwencje podsycania waśni w stosunkach społecznych.

    Po moich wywodach, sami Państwo oceńcie, jaki jest bilans. Osobiście przyznaję, że w ostatnich latach obustronne stosunki są więcej niż poprawne. Rozumiem wizyty pań Steinbach i Merkel na Pomorzu Gdańskim, że Verlowene Heimet (utracone rodzinne strony) budzą w nich nostalgię. Pani Erika parę dni po lustracji Pomorza wezwała władze polskie do pojednania się z wypędzonymi (sic). Czy kurtuazyjna wizyta premier Angeli 9 VII jest tego zapowiedzią? Mnie stale ostrzegawczo brzmią słowa pani kanclerz i Putina, nawiązujące do traktatu wersalskiego w przemówieniach na Westerplatte w 2009 r. – w 70 rocznicę wybuchu II wojny światowej. W polityce liczą się nie przyjazne gesty, nie uściski, nie słowne obietnice pani Merkel – przykładowo w sprawie rury gazowej w akwenie portu Świnoujście, że: „… gdy będzie [ona] w późniejszej żegludze przeszkadzała, to Niemcy zakopią ją głębiej” – lecz konkrety prawnie umocowane.

    Kończę niniejsze rozważania słowami Górnoślązaka – Juliusza Ligonia (1823-1889), nawołującego do jedności narodowej:

    Kaszubi, Staroprusacy,

    Wielkopolanie, Ślązacy,

    Wszyscyźmy bracia Polacy.

    I dalej, pod Karpatami,

    Też jednym duchem tchną z nami;

    Na Litwie i Królewiacy,

    Wszyscyźmy jedni rodacy.

    Przykładem tak pojętej jedności mieszkańców województwa śląskiego był pierwszy na Śląsku strajk w „Fazos” (Tarnowskie Góry) w sierpniu 1980 r., o swe prawa i w pełni wolną Polskę upominali się spadkobiercy wszystkich wymienionych kultur, tworzący po II wojnie światowej jednolitą, śląską społeczność tarnogórską. Nasunęła się także dla mnie, jako historyka refleksja, że po 20. latach suwerennej Polski, po wielu reformach szkolnictwa, nie dopracowano się właściwego sposobu nauczania historii; ba, stopniowo się ten przedmiot marginalizuje, wręcz likwiduje – i jest to nie tylko moje zdanie, vide: A. Bobrowicz: Historyczny rozbiór Polski, „Metro”, 15 VI 2011 – aby pozbawić polskie społeczeństwo wiedzy o tożsamości narodowej i patriotyzmu.

    Historia pokazała, że nadmierna uległość polityki Becka wobec Niemców, brak stanowczej obrony obywateli polskich w Rzeszy, między innymi przyczyniły się do konfliktu zbrojnego i aneksji Śląska w 1939 r.

    z poważaniem

    Stanisław Obcowski

    22 lipca 2011 in Polityka.

    za: https://wiernipolsce.wordpress.com/2011/07/22/20-lat-dobrosasiedzkichstosunkow-polsko-niemieckich-oczami-gornoslaskiegogorola/
  • @stanislav 09:36:48
    Sierpień, 2011.

    Drodzy Państwo, nawet w okresie kanikuły dzieją się ważne wydarzenia w polskim państwie. Politycy odsłaniają swoje oblicze, Górnoślązacy zadziwiają współmieszkańców kraju nie tylko humorystycznymi pomysłami godnymi pożałowania.
    Sierpień i wrzesień to dwa miesiące przypominające żyjącym o wydarzeniach, które wstrząsnęły światem i zaważyły na losach Polski. 1 VIII 1914 r. - wybuch I wojny światowej, po jej zakończeniu Europa zmieniła oblicze geopolityczne, rozpadły się monarchie, Polska wybiła się na niepodległość. Jednak o kształt granic musiała zbrojnie walczyć, 15 VIII 1920 r. rozpoczęto bitwą warszawską zwycięską ofensywę w wojnie z bolszewikami, zakończoną wytyczeniem wschodniej granicy państwowej, a 31 VIII następnego roku Komisja Czterech Rady Ligi Narodów w Genewie rozpoczęła prace nad przydzieleniem Polsce części Górnego Śląska i ustaleniem południowo-zachodniej granicy. Przez 20 międzywojennych lat wszyscy opowiadali się za pokojem, a pod bokiem polityków i za ich zgodą rosły nadal ruchy nacjonalistyczne, szerzące nienawiść między narodami. We wrześniu 1939 r. Niemcy i Rosjanie napadli na Polskę, której ledwo zabliźniały się rany zadawane przez zaborców przez 123 lata. Polacy, pomimo braterskich układów militarnych, podjęli w osamotnieniu nierówną walkę. Przez 6 lat prezentowali w ogniu bitewnym niezłomność, uczciwość, honor i umiłowanie wolności - cechy wyróżniające i budzące powszechny szacunek u przedstawicieli innych nacji. Dlatego gdy po raz wtóry po zakończeniu wojny układ granic w Europie miał się zmienić, a w ślad za nim także oblicze polityczne świata, gdy nasi partnerzy z zachodu nas zdradzili, a ci ze wschodu przystąpili do zakamuflowanej okupacji, większość polskiego narodu nie pogodziła się z tym faktem. Warszawiacy 1 sierpnia 1944 r. zerwali się do walki z niemieckim okupantem i w obronie zagrożonej samodzielności państwowej. Liczyli na pomoc nadchodzących oddziałów frontowych ze wschodu i na zrzuty zachodnich aliantów. Niestety, kolejny raz się zawiedli na sojusznikach i na rodzimych politykach. Generalny gubernator Hans Frank na konferencji 4 IX 1944 r. w Krakowie, powiedział następujące słowa: „Powstanie to wybuchło pomimo trudności, jakie Mikołajczyk napotkał w Moskwie, i bez względu na to, że Churchill położył kreskę na Polsce” (Instytut Historii PAN, Dziennik Hansa Franka, t. 37, k. 56). Bojownicy ginęli faktycznie w osamotnieniu, z gorzką świadomością przegranej sprawy, ale i z przeświadczeniem dobrze spełnionego obowiązku wobec Ojczyzny. Późniejsze lata pokazały, że społeczność naszego kraju, czująca się patriotami, nie zapomniała o bohaterach narodowych, nie pogodziła się z dyktatem sowieckim. Przy każdej nadarzającej się okazji pokazywała, że chcemy wolnymi być i w wolnym kraju żyć. Pokonywała lęk, parła do urzeczywistnienia ideałów przekazanych przez naszych przodków. Wreszcie nadszedł sierpień 1980 r. – gorące lato buntu społecznego, wyrażone robotniczymi strajkami; przemian społeczno-politycznych nie mógł zatrzymać „stan wojenny”. Za Polakami poszły inne narody Europy, wyzbyły się strachu, zrzuciły jarzmo zniewolenia.
    Ewenementem tamtego lata była jedność robotnicza od Pomorza, po Karpaty i tylko nie jestem pewien - w świetle tego, co obecnie dzieje się na Górnym Śląsku - czy wielu Ślązaków, którzy na transformacji najwięcej zyskali, brałoby udział w tych przemianach, gdyby zabrakło mieszkańców przybyłych tu z innych regionów Polski. Dzięki zmianom ustrojowym mógł powstać Ruch Autonomii Śląska, pomimo planowania zamachu na jedność państwa może on bezkarnie działać przy pełnym poparciu władz, ba..., zapewne jego „wódz”, dr Jerzy Gorzelik w przyszłości stworzy z niego nacjonalistyczną partią polityczną. Doktor w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej” z 24 II 2011, określił swoją tożsamość: „Pokoleniu moich dziadków, jeszcze rodziców, kulturowo bliżej było do Niemiec. Z Polską łączył ich słowiański język /.../ Polski świat to w dużym stopniu świat abstrakcyjnych symboli. /.../ W polskiej romantycznej kulturze dominuje zastyganie w patetycznych pozach. /.../ Ślązacy widzą [historię] z perspektywy jednostki. Nie rozumieją rozpowszechnionego wśród Polaków pojęcia „narodu ofiary”, „narodu kata””. Taki obraz historii pozwala Gorzelikowi utożsamiać byt z brzuchem, przesłania inne, wyższe wartości duchowe, nieodzowne do życia jednostki i społeczeństwa, konieczne do rozwoju cywilizacyjnego oraz do pokojowej koegzystencji między narodami. Zwracam uwagę, że owe spojrzenie na świat nie zna pojęcia wolności, w przeciwieństwie do otaczającej nas przyrody. Pies, gdy ma pełną miskę godzi się na obrożę, ale dla wilka ważniejsza jest wolność, lis potrafi dla niej łapę odgryźć. Z niewolnika nie wyrośnie cezar, dlatego Polacy z abstrakcyjnymi symbolami, dumnym synom Albionu spod znaku lwa, podczas II wojny światowej, pomimo wiarołomstwa, osłaniali wyspy poświęcając swoje życie; w 1945 r. wyciągali szczury Herrenvolk (panów narodów) z berlińskich piwnic, gdy zbrakło Führera; a w 1989 r. otwarli wrota do zjednoczenia Niemiec. Nie jest prawdą, że Ślązacy nie rozumieją pojęcia „narodu ofiary”, „narodu kata”, przeczy takiej opinii zachowany polski język, polska kultura i wieloletnie dążenie do połączenia się z polskim państwem, wreszcie walka z hitlerowskimi hordami. Dopiero w ostatnich latach pranie mózgów przez polskojęzyczne czasopisma kierowane przez niemiecki koncern oraz upiory RAŚ, zmieniły mentalność części Górnoślązaków. Działacze Ruchu i publicyści „Dziennika Zachodniego” w perfidny sposób przeciwstawiają racjonalnie myślących Ślązaków śląskiej społeczności, drukując artykuł: „Ślązak, przeciwko Ślązakowi”, żywią się nienawiścią, do Polaków i inaczej myślących od siebie, jak modliszka partnerem po kopulacji. Gorzelik antagonistów tytułuje: „gruźlikami politycznymi, szaleńcami, paranoikami, kołtunami”. Kutz nasz kraj nazywa: „trędowatą Polską”; powstańców śląskich określa: „matołami, ciemniakami od patriotyzmu i złoczyńcami”; Zagłębiaków mianuje: „komuchami, Hunami, leniami i nędzarzami”. Smolorz występujących przeciwko regermanizacji Śląska zwie: „zatęchłymi duchami, pogniłymi truchłami, cuchnącymi zombie” (wybór inwektyw za Januszem Brzozą z Katowic). Wspomniany Dziennik w jednej z regionalnych rozgłośni kończy reklamę swojego pisma sloganem: „Mamy powody do dumy”; gratuluję Redakcji dobrego samopoczucia, kierownictwo żadnego brukowca, nie miałoby tyle samouwielbienia drukując felietony takich kreatur, jak wyżej przytoczyłem, pozbawionych elementarnych zasad kindersztuby.
    Osobiście jako Górnoślązak, wstydzę się za bezrozumne poczynania, idące w kierunku odrębności i wyróżniania się od polskich współobywateli. Używanie „fuzekli” (skarpet) z herbami śląskimi, co prawda pozwoli, zaśpiewać słowa popularnej piosenki: „to widać, słychać i czuć – zwłaszcza, gdy „hajer (górnik”) zdejmie gumowce - ale jest profanacją śląskiej heraldyki; noszenie czarnych koszulek z napisem „Oberschlesien (Górny Śląsk)” lub „Oberschlesier (Górnoślązak” to antidotum na fobie i chęć dowartościowania swoich ułomności, (dlaczego nie opaski na lewym rękawie z napisem RAŚ?); znakowanie sklepów tabliczkami „poradzymy godać po naszymu” budzi złe skojarzenia, ponadto Małgorzata Pawliczek z butiku Toffi twierdzi, że: „taki napis mógłby być dla nas kiepską wizytówką” („Dziennik Zachodni” z 5 VIII 2011), czyli głupocie zwolenników „narodu śląskiego” przeczy także racjonalizm biznesowy. Dotychczas w każdym swoim publicznym wystąpieniu (w artykułach prasowych, podczas odczytów i na stronie internetowej: www.wiernipolsce.pl) broniłem Ślązaków, teraz Was przestrzegam przed różnorakiego autoramentu cwaniakami „pazernymi” na władzę, chcącymi ośmieszenia ludu śląskiego, wyizolowania jego z polskiej społeczności i doprowadzenia do tego, aby nas uważano za niespełna rozumu maniaków.
    Dlaczego bezsprzecznie szowinistyczne przedsięwzięcia i hasła, działania wbrew obowiązującej Konstytucji są popierane przez rząd PO i liderów innych ugrupowań politycznych? Odpowiedź nie jest skomplikowana. Jedni się z nimi identyfikują, drudzy kierują się populistyczną koniunkturą przedwyborczą, a nie dobrem polskiego państwa. Radosław Sikorski 1 VIII b. r. na Twisterze zamieścił wpis oceniający Powstanie Warszawskie: „Warto wyciągnąć lekcję także z tej narodowej katastrofy” (sam nie wyciąga wniosków z nieszczęścia uwikłania nas w konflikty: irański i afgański, łatwo szafować nie swoim życiem i państwowymi pieniędzmi) - gdyby wypowiadał się nie jako minister spraw zagranicznych, lecz jako historyk wojskowości, byłaby jego myśl do zaakceptowania. Ta wypowiedź wpisuje się tylko w kontekst bezideowości rasiowskiej i ich idèe fixe tak, jak „czystych rasowo” Niemców. Trud powstańczy pozytywniej od Radosława ocenił von dem Bach-Zaleski, 27 IX 1944 r. powiedział parlamentariuszom podczas kapitulacji: „...uznaję powstańców za kombatantów i gratuluję im dzielnej postawy”. Dlatego pomnik Gloria Victis (Chwała Zwyciężonym), nie politykom, lecz powstańcom i mieszkańcom stolicy społeczeństwo postawiło.
    Oceniając politykę obecnego rządu posłużę się dwoma wydarzeniami historycznymi. Niemcy w 30 rocznicę wybuchu II wojny światowej, jak zwykle starali się znaleźć współwinnych. Theodor Bierschenke w artykule: Was geschah vor 30 Jhren in Polen? Die Rolle der deutschen Volksgruppe bei Ausbruch des Zweiten Weltkrieges – Die Wahrheit nicht verschweigen, in: „Deutscher Ostdienst“ 31/32, 1969 (Co 30 lat temu działo się w Polsce?...) wskazywał, cytuję wyjątek: „Żaden z przywódców mniejszości w Polsce nie został skazany za zdradę stanu, procesy te kończyły się z reguły uniewinnieniem albo skazaniem tylko za formalne uchybienia, jak przekroczenie statutu lub prawa o stowarzyszeniach”. Tą wiadomością autor wybielał członków piątej kolumny, usiłując uzasadnić swój wniosek, że niepokoje na pograniczu w 1939 r. nie Niemcy, lecz Polacy wzniecali. Tak to ugodowa polityka ministra Becka z lat międzywojennych może się odbić rikochetem w obecnej rzeczywistości. Wielu Niemców nadal podziela pogląd o współwinie innych narodów za wybuch wojny. Jednak Pani Merkel na wieść o lipcowym akcie terrorystycznym w Norwegii, na konferencji prasowej podała, że każdy fakt wzbudzania nienawiści wśród ludzi musi być natychmiast bezwzględnie potępiony. Ta wypowiedź powinna być wskazówką dla polskich polityków, mieliśmy łódzki przykład.
    Kiedy chcąc przerwać w Polsce przemiany demokratyczne w 1956 r., do Warszawy zawitała sojusznicza „wierchowka” państwowa ZSRR z Chruszczowem i Mołotowem na czele, a rosyjskie czołgi jechały ku naszej granicy, za Gomółką stanął mur członków Biura Politycznego PZPR. Gdy Chruszczow żądał przerwania procesu demokratyzacji i zagroził konfliktem zbrojnym, Gomółka odważnie odpowiedział: „To będziemy się bić i nie będzie to pierwszy raz”, przypomniał także Mołotowowi pakt z Ribbentropem; z tego muru wyłamał się tylko Franciszek Jóźwiak (niedowiarków informuję, iż potwierdzić ten desperacki krok może były premier Stanisław Olszewski). Przyznacie szanowni czytelnicy, że drugi przykład jest wręcz tragiczny, pokazuje, że rządzący w okresie totalitaryzmu radzieckiego lepiej rozumieli polską rację stanu niż obecni sternicy „niezniewolonej” nawy państwowej.

    Z poważaniem:

    Stanisław Obcowski

    P. S.
    Mając na względzie kampanię wyborczą, pozwoliłem sobie opracować ulotkę dla przeciwwagi treści materiałów ulotnych, wzywających przez RAŚ do podawania „narodu śląskiego” rachmistrzom Spisu Powszechnego. Ponieważ, nie jestem związany z żadnym ugrupowaniem politycznym, może Pańscy przyjaciele ze Śląska jej treść wykorzystają?


    Mieszkańcy Śląskiego

    Im bliżej do wyborów, tym bardziej zalewa nas perfidna propaganda niektórych partii i ugrupowań politycznych. Zarówno rządzący, jak i RAŚ wykorzystują Ślązaków jako kartę wyborczą. Dotychczasowa władza nic dobrego dla nas nie zrobiła. Pęcznieją kabzy baronów górniczych, sypie się Bytom, w nim 600 mieszkańców pozbawiono mieszkań. Modernizacja stadionu w Chorzowie według pomysłu „wielkich Ślązaków”, zakończyła się olbrzymią katastrofą za kilkaset milionów złotych. Park Wypoczynku zrujnowali dyrektorzy z układu. Grzebią w śmietnikach 4 letnie dzieci z ojcami pozbawionymi pracy. Poróżnili mieszkańców rasiowcy, i wszyscy się dziwią, dlaczego Katowice nie zostały Stolicą Kultury 2016? Dlatego, że jesteśmy nieudolnie rządzeni. Podczas prezydencji polskiej w Unii, na 276 różnego rodzaju przedsięwzięć, na Górnym Śląsku ma się odbyć dwie, niewiele znaczące. Za to w dwóch miejscowościach już odbyło się referendum: Autonomia, Tak czy Nie oraz inauguracyjna dyskoteka u wojewody. Większość śląskich parlamentarzystów zamiast bronić spraw Ślązaków, pomaga liderom politycznym w administrowaniu kolonialnymi metodami „dziel i rządź”, i myślą jak by tu dotrwać do wyborów i zostać wybranymi. Wszystkie ustępstwa rządowe były wywalczone przez związkowców, ale wówczas, gdy byli zjednoczeni, bo w jedności jest siła. Dlatego wszelkiego rodzaju mąciciele społecznego ładu, typu: Gorzelik, Tomczykiewicz, Kutz, Smolorz i tym podobni naukowcy o niejasnej proweniencji, członków związków zawodowych i mieszkańców chcą podzielić, chcą rozbić jedność naszego województwa, tworząc podregiony: Częstochowa, Zagłębie, Podbeskidzie, a na czele tego Górnośląskiego Województwa ma stanąć przyszły ośrodek administracji w Opolu. Po cóż nam świeża, centralna władza z pazernymi „białymi kołnierzykami”, aż dwuizbowego śląskiego parlamentu?

    Ślązacy! Kierujcie się śląskim rozsądkiem tak, jak to robieli, nasze starziyki. Cytuję fragment pieśni radzionkowskich powstańców:
    Śiłaście sie nos nadrenczyli,
    śiła pieniendzy mocie w miechu,
    my nie będziemy wóm robieli,
    przeca do ostatniego dechu.
    już wóm terozki nie wierziymy,
    ni Korfantymu, ni Ulitzce, (Carl, zwolennik autonomii)

    W plebiscycie 1921 głosowali za Polską, gdyby wybrali Niemców, to w 1945 r. górnośląskie miasta wyglądałyby, jak Hamburg, Drezno, Wrocław. Teraz nie chodzi o opcje polityczne, lecz o godziwe życie nas i naszych dzieci, i o dostatek dla naszych niezadłużonych wnuków.
    Nie dopuście, aby PO nas, POzostał tylko POtop.
  • @stanislav 09:47:39
    Szanowny Panie, tyle ważnego dzieje się w kraju i za granicami Polski, że wprost jest mnie niezręcznie śląskimi sprawami zajmować strony internetowe WPS. Jednak..., może one wzbudzą czyjąś ciekawość?





    Wynik Spisu Powszechnego rozbudził ambicje śląskich autonomistów

    Łamy regionalnej prasy od 23 marca zalewane są wypowiedziami polityków i rasiowców; na forach internetowych najpoczytniejszych dzienników: „Gazety Wyborczej” i „Dziennika Zachodniego” roi się od komentarzy, zarówno zwolenników autonomii, jak i jej przeciwników. Opinie przedstawiają Ślązacy – Polacy, Zagłębiacy i renegaci Gorzelika. Cały zgiełk odwraca uwagę od ważnych problemów w polityce wewnętrznej naszego kraju, jątrzy ład społeczny, u wielu Ślązaków budzi sprzeciw, u niektórych poczucie ważności, dowartościowuje nieudaczników, tworzy coraz większe podziały w regionie.

    Publicznego przesłuchania prezesa GUS na forum Sejmu domaga się przewodniczący RAŚ, gdyż jego zdaniem Spis nie jest wiarygodny. Tomczykiewicz uważa, iż pomimo „oszałamiającego” wyniku spisu Ślązacy nadal przez wielu traktowani są, „...jak jakiś „czarny lud”, demon, który dąży do oderwania od Polski, choć jest to absurdalne”, ale szybko dodaje: „Liczę, że te wyniki przyspieszą prace w sprawie uznania języka śląskiego oraz metropolii”. Poseł Plura publicystce Agacie Pustułka („DZ”, 23 III 20012), wyznaje: „...nikt już nie może zlekceważyć wyników spisu. Są mocnym punktem odniesienia. Liczę, że właśnie uznanie języka będzie tym małym krokiem do przodu”. Nie zdradził tajemnicy dalszych poczynań. Kutz wynik uznaje świętem wolności i demokracji. Sądzi: „...że ludzie będą się wreszcie mogli cieszyć śląskością”.

    „Dziennik Zachodni” poucza Ślązaków podpowiadając, o co mogą zabiegać w najbliższym czasie („DZ”,24-25 III 2012).

    „Warto upomnieć się o status języka śląskiego na forum komisji ds. mniejszości narodowych i etnicznych. Jego uznanie jest najbardziej realnym śląskim postulatem. /.../ Śląszczyzna stałaby się językiem chronionym oraz finansowanym przez państwo”.
    „Ważne jest uznanie Ślązaków za mniejszość etniczną”. Jest to postulat Stowarzyszenia Osób Narodowości Śląskiej, które sprzymierzyło się z Kaszebstą Jednotą, by wywalczyć o taki status także dla Kaszubów.
    „Możliwość utworzenia na Śląsku metropolii, (podkreślono): to polityczny postulat i obietnica wyborcza Platformy Obywatelskiej. Metropolia może być traktowana jako wstęp do szerszej autonomii całego województwa”.
    „Przydałaby się łatwiejsza rejestracja organizacji, które powołują się na narodowość śląską”. O rejestrację takowych domagają się: Stowarzyszenie Osób Narodowości Śląskiej (rejestracja jego przez Sąd w Opolu zaskarżona przez prokuraturę) oraz Związek Ludności Narodowości Śląskiej. „Ważne jest, jaka będzie optyka sądu wobec nowych stowarzyszeń, a może i nowych regionalnych partii politycznych” – czytaj przeistoczenie się RAŚ w partię - czy dlatego 20-21 X 2011 w Gliwicach na konferencji naukowej rozważano m. in. problem: powstanie, działalność i struktury organizacyjne NSDAP (Nationalsozialistische Deutsche Arbeiterpartei, Narodowosocjalistyczna Niemiecka Partia Robotników) na Górnym Śląsk?
    „Warto zabiegać o zrównanie praw wyborczych mniejszości śląskiej z prawami innych mniejszości”. RAŚ chce, aby 5. procentowy próg obowiązywał nie w skali kraju, ale okręgu, daje to lokalnym kandydatom większe szanse dostania się do Sejmu (już w wyborach 2005 r. autonomiści zapowiadali wspólny start z mniejszością niemiecką).
    Ja natomiast sądzę, iż 809 tys. obywateli Polski (zapewne z emigrantami), deklarujących narodowość śląską, w tym 415 tys. polsko-śląską nic nie wnosi do sprawy przyznania autonomii dla województwa śląskiego (pomimo obiecanej takiej decyzji przez Tuska dla Kuca, przynajmniej ten ostatni tak twierdzi). Gdyby propaganda: Gorzelika, Kutza, Smolorza i innych była mniej agresywna, jej treści by nie ubliżały mieszkańcom Śląskiego inaczej myślącym niż obecni autonomiści, miałaby może większe poparcie społeczne i powodzenie przy realizacji takiego zamierzenia (młodzi są sfrustrowani pod ciężarem niezwykle trudnych warunków życiowych, a starsi czują się oszukani przez sprawujących władzę centralną). Jednak w obecnym kryzysie ekonomicznym w Europie i napięć społecznych w kraju, Polski nie stać na takie fanaberie - nawet na metropolię.

    Stanisław Obcowski
  • @stanislav 09:58:03
    Zło się panoszy po świecie swobodnie
    W Polsce się lęgnie za sprawą srebrników
    Znów Niemcy palą po cichu pochodnie
    Natrafiając na wielu obłudników

    Pycha i zdrada POPIS-u przystawką
    By rządzić i być "elytami" zdrady
    Rozrzutne hasła odbiją się czkawką
    Niewolników głodnych, chcących parady
    Pozdrawiam
    Szczęść Boże
  • Pastwa/terytoria należące do Świętego Cesarstwa (Imerium) ŻY(do)M-skiego.
    .




    https://i.wpimg.pl/O/570x320/p3.wawalove.pl/p3.wawalove.pl/04b9bb3ef17656dfbfff5393a090c39e.jpg



    Flagi Dolnego Śląska i Czeskiego Śląska

    https://www.fahnenversand.de/shop/images/artikel/323.jpg
    https://img.myloview.pl/fototapety/flaga-czeskiego-slaska-400-40082891.jpg



    Bogumił Boguchwał

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
      1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031